LINK DO MAGAZYNU: http://issuu.com/novimediacustompublishing/docs/novizine2-2009
Jedziemy do NYC po dwie ‘Perły’
22 październik 2009Novimedia CP nominowana do Pearl Awards 2009!
20 październik 2009Po raz drugi z rzędu Novimedia Custom Publishing została nominowana do ścisłego finału najbardziej prestiżowych nagród w branży prasy firmowej na świecie – Pearl Awards – przyznawanych przez światową Radę Prasy Firmowej (Custom Publishing Council). Finał to już walka wyłącznie o kolor medalu! Uroczysta gala i ogłoszenie wyników odbedzie się 13 listopada w Rockefeller Plaza w Nowym Jorku. W corocznym plebiscycie na najlepsze produkcje w branży startuje ponad 100 największych agencji customowych na świecie, a przyznanie nagrody jest uznaniem jakości produkcji, opracowania graficznego i merytorycznego przez liczne jury składające się z autorytetów dziennikarstwa, designu i marketingu.
W ubiegłym roku Novimedia otrzymała srebrną “Perłę” w kategorii Best Design za produkcję “Goodyear Serwis” dla Goodyear Polska. Było to i wciąż jest największe trofeum w historii polskiego custom publishingu.
„Cieszymy się niezmiernie! To sygnał, że nasi obecni i przyszli Klienci mogą liczyć na najwyższej jakości partnerstwo,” powiedział Maciej Jaźwiecki, Partner Kreatywny Novimedia CP.
Jacek Utko – znakomity!
20 październik 2009Posłuchajcie Jacka – naprawdę warto!
http://www.ted.com/talks/lang/pol/jacek_utko_asks_can_design_save_the_newspaper.html
Lambo czy nie Lambo!
19 październik 2009Maciej Jaźwiecki, Partner Kreatywny Novimedia CP
Miałem ostatnio troche czasu na przemyślenia. Taki
rok. Minął jak Lambo na ulicach Mediolanu,
już mamy jesień, ba zimę niemal.
Ale wracając do tematu. Zaczynam dostrzegać dramatyczną
różnicę w podejściu do customu między Polską a
resztą świata. Siedzę z przyjaciółmi zza Atlantyku i
analizujemy magazyny. Ten u nas kosztowałby ok.
120 tys. dolarów za wydanie, a u was? I co ja mam
odpowiedzieć, że 10 proc. tej ceny, przy tym
samych parametrach? Tak jest właśnie. Gdzie tkwi
błąd? Wiecie gdzie? W pojmowaniu czym jest
content marketing, custom publishing czy po
prostu strategia kontentu.
Świat już dobrze wie, że profilowanie ścieżki
dotarcia do odbiorcy jest najważniejsze.
Budowanie relacji, zdobycie zaufania, zabawa na
każdym polu w taki sposób, aby być bliżej klienta,
jego potrzeb, sterować jego pożądaniem,
wskazywać mu ścieżki, edukować, bawić. To
trudna droga, ale jeśli korzysta się z wiedzy
fachowców można nią przejechać jak
wspomnianym Lambo… Tylko trzeba
zainwestować! Za to się właśnie płaci, za wiedzę,
za doświadczenie partnerów – agencji, za renomę
i spokój pracy, że to co zrobimy wspólnie nie
będzie tylko kolejnym magazynem
konsumenckim (jak to branża brzydko nazywa),
ale przedstawiać będzie doskonała platformę
komunikacji marketingowej.
Na tym właśnie polega content marketing. Na
zbudowaniu autostrad, którymi pojedziemy
naszym Lambo do Klienta, a potem z nim w
dalszą podróż. Nie wystarczy sama autostrada –
sam magazyn, wywiad z celebrytem, to i tamto,
na skróty i wakacje na Majaroce to strzał w płot.
My musimy wiedzieć, kim jest nasz pasażer,
niczym David Coperfield zajrzeć do jego wnętrza
i odgadnąć, gdzie chce jechać, jak długo, czy za
kierownicą czy jako pasażer, czy woli kolor czarny
czy żółty, czy lubi jazdę nocą czy za dnia.
Metafory? Tak, ale właśnie to jest nasz sos, tzn.
know-how i ci, którzy wiedzą o czym mówie
wykorzystają to. My wiemy jak to się robi – jak
wykorzystuje się wiedzę marketingową firmy, aby
w połączeniu z naszym doświadczeniem
stanowiło paliwo najnowszej generacji dla
Lambo. A samo Lambo to już dla nas wisieńka na
torcie i dobra zabawa, wszak nasz magazyn
Goodyear został w ubiegłym roku uznany za
drugi pod względem stylistyki designu na
świecie!
Piszę te słowa, bo wierzę, że wreszcie firmy
zrozumieją jak wiele tracą oszczedzając na
kanałach komunikacji, gdzie wykorzystuje się
kontent. Do niedawna wszyscy pukali się w
głowę, kto będzie czytał dedykowane magazyny?
Portale społecznościowe? Nie, to zabawa dla
dzieci. A teraz najlepsze magazyny to pisma
właśnie wykorzystujące content marketing,
Facebook czy Twitter to już obowiązek każdej
firmy, aby nie wypaść z rynku. Tworzenie
specjalnych treści jest w cenie, ale musi być też
cenione. Ktoś powie, jak można wierzyć w treści
specjalne przygotowane, dedykowane. Powiem
Wam tylko, że właśnie w nie ludzie wierzą,
wiedzą, że firma nie może okłamać, bo spotka ich
wielomilionowy proces, oskarżenia i straty nie do
odrobienia, a zwykłe media? Zawsze można je
kupić w tą czy w tamtą stronę… Mocne słowa? To
przepraszam, ale już żyję trochę na tym świecie.
Ps. Firmy motoryzacyjne w Polsce na reklamę
wydają rocznie budżety rzędu 50-80 mln złotych,
a na magazyn – dla tych, którzy jeżdżą ich
samochodami, są im wierni i de facto są
najlepszymi sprzedawcami kolejnych
egzemplarzy – 100-200 tys. złotych…
Ps. Zapraszam do lektury Novizine – juz w srode online na naszym blogu (wordpress).
Novimedia na FACEBOOKu!
14 październik 2009W ciągu tygodnia na stronie Novimedia na Facebooku zapisało się 56 członków! Dynamicznie liczba ta się powiększa! Cieszymy się, bo społeczności nas lubią, a my je. To okno na świat! Komunikujemy o tym co u nas, o trendach w branży w Polsce i na świecie, o ciekawych magazynach. Warto być w klubie ‘FACEBOOK NOVIMEDIA”! Zapraszamy!
http://www.facebook.com/group.php?gid=167483294313&ref=nf
Czas wymienić OPONY i na…
10 październik 2009… nowy magazyn Goodyear Polska (drugi najlepszy magazyn designerski na świecie – Silver Pearl Award 2008 – CPC). Zapraszamy do lektury
http://issuu.com/novimediacustompublishing/docs/goodyear_3_2009
Cena dobrej opowieści
9 październik 2009Strategie [Forbes 11/08, str. 116]
Cena dobrej opowieści
Eryk Mistewicz, 23.10.08, 00:00 AM
Dlaczego pozyskując jednego prezesa, korporacje wielokrotnie przelicytowują, mimo że kandydat dysponuje podobnymi jak konkurenci dyplomami i doświadczeniami? Dlaczego akcje jednej spółki wzbudzają zainteresowanie inwestorów, zaś akcje innej, podobnej, mającej nie gorsze wyniki rynkowe, już nie? Dlaczego produkty jednej firmy schodzą z półek natychmiast, uznane za magiczne i kultowe, a inne – o tych samych właściwościach – leżakują?
Kluczem do sukcesu jest marketing narracyjny. Sprzedamy wielokrotnie więcej, posiłkując się profesjonalnie wytworzonymi, łatwymi do dalszego powtarzania narracjami, niż mozolnie opisując charakterystykę produktów czy usług, ich przewagę nad konkurencją albo nasze dokonania. To właśnie profesjonalne narracje są dziś najskuteczniejszymi narzędziami do kreowania wizerunku. W polityce służą do wygrywania wyborów i utrzymywania poparcia, w biznesie zapewniają przewagę konkurencyjną. Zbudowana o prezesie firmy opowieść lepiej niż osobisty coach i dziesiątki szkoleń zwiększy jego wartość na konkurencyjnym rynku pracy.
Profesjonalna narracja wprowadzona do wspomagania kariery menedżera ogniskuje na nim uwagę mediów, konkurencji, head-hunterów. Buduje pozycję człowieka z wizją, który jest wart swojej ceny. To na jego pomysły czeka rynek. To jego z uwagą obserwuje i próbuje naśladować.
Ludzie uwielbiają dobre opowieści. Narracje są niezbędne do opanowania nadmiaru informacji, którymi jesteśmy dziś wręcz zamęczani, nadania sensu liczbom, zarządzania wyobraźnią odbiorcy. Często przy pierwszej rozmowie z menedżerem, który chciałby “zadbać o wizerunek”, otrzymuję CV, w którym jest absolutnie wszystko. Dziesiątki miejsc pracy nieukładające się w zborną opowieść, setki kursów i osiągnięte pułapy wykonania planu. Nagrody dla najlepszego menedżera i ciekawe hobby. Ale nie ma historii. Opowiadanej krótko przez ludzi, którzy mówiliby o nim z respektem, która odróżniałaby go od innych.
Do dziś w środowisku IT krąży opowieść o pierwszym szefie Dell Polska. Roman Durka z 40-osobową ekipą zdystansował rozbudowane struktury IBM. Sprzedawał kilkakrotnie więcej komputerów niż ówczesny gigant rynku, grając mu na nosie. To o nim się mówiło, jemu kibicowało, do niego ustawiała się kolejka head-hunterów. Podobne emocje wywoływał Piotr Nesterowicz, który z Tele2 postanowił rzucić się do – z założenia przegranej – walki z telefonicznym monopolistą. Zatrzymał uwagę opinii publicznej. Wskazał winowajcę najwyższych w Europie cen połączeń telefonicznych. Zyskał wsparcie Urzędu Komuni-kacji Elektronicznej. Pasję, z jaką występował na kolejnych sympozjach, zapamiętała cała branża. Rady nadzorcze firm (z różnych branż) powtarzały: “Do zarządu potrzebujemy kogoś takiego, inaczej nie wygramy”.
Wejście “menedżera z narracją” do nawet przeciętnych spółek skutkuje natychmiast zwyżką wyceny giełdowej. I odwrotnie.
- Gdyby Steve Jobs odszedł nagle z Apple, wartość firmy spadłaby co najmniej o 25 procent – zauważył ostatnio Charles R. Wolf, analityk Needham & Co.
Legendy rynku finansowego inwestują tam, gdzie czują ciekawe story. Do takich motywacji przyznaje się m.in. Donald T. Valentine, założyciel Sequoia Capital, funduszu który dał rozpęd inwestycyjny takim firmom, jak Apple, Atari, Cisco, Google, Oracle, Yahoo!, YouTube.
Także konsumenci kierują się w stronę ciekawych opowieści.
“Reklama, jaką znacie, właśnie umiera. To już nie działa, jest kolosalnym marnotrawstwem pieniędzy i jeśli w porę tego nie zauważycie, będziecie mieć kłopoty” – ogłosił niedawno Sergio Zy-man, były szef marketingu Coca-Coli, w książce “The End of Advertising as We Know It”.
Przeciętny Europejczyk bombardowany jest tysiącami przekazów reklamowych – w radiu, na ulicy, w telefonie komórkowym, w ulotkach i internecie.
W świecie strumienia informacji i szybko zmieniających się obrazów zaciekawia i przykuwa uwagę narracja o Virgin i Richardzie Bransonie, sięgająca do mitu Ikara i powieści Juliusza Verne’a. Również zmitologizowana story o Nike i mistrzach NBA czy historia dżinsów Levi Straussa – o twardych górnikach i silnych drwalach budujących niegdyś potęgę Ameryki. Z podobnych technik korzystają dziś twórcy wizerunku Google’a, Coca-Coli i Disne-ya, Hagen-Dazs i Starbucksa.
Ashraf Ramzy, jeden z mythmakerów zawodowo tworzący narracje dla firm, pracujący m.in. dla Nissana, KLM i Canona, często powtarza, że ludzie już nie kupują produktów, lecz historie, które te produkty przedstawiają. Nie kupują marek, ale mity i archetypy przez nie symbolizowane.
Whisky Chivas byłaby jedną z wielu, gdyby nie stworzono “Chivas Regal Legende”, z którą zapoznaje się każdy, kto sięga po tę butelkę. Chivas Regal brzmi muzyką Franka Sinatry – starych, dobrych czasów – i opowieścią o trunku napisaną w 12 odcinkach. Historia zaczyna się w 1786 r. od królewskiej pieczęci na butelkach, rzekomo przez królową angielską osobiście pieczętowanej. Od czasu pojawienia się tej narracji firma zanotowała wielokrotny wzrost sprzedaży.
W Polsce od pewnego czasu do każdej paczki “Ptasiego mleczka” dołączany jest liścik, którego autor rysuje nam taką historię: “Kiedy w 1851 r. Karol Wedel otworzył w Warszawie swą pierwszą cukiernię, od razu było wiadomo, że tak wyborne czekoladki tylko on jeden robić potrafi. Wkrótce stały się synonimem najwyższej jakości, budząc zazdrość konkurentów, którzy nieudolnie próbowali je podrabiać”. Dalej w historii pojawia się wnuk Karola Wedla i godne dalszego powtarzania wytłumaczenie, skąd pochodzi nazwa “Ptasie mleczko”.
“Jeżeli jeden produkt jest identyczny z innymi, niewielka jest szansa, aby właśnie nasz produkt został wybrany. Albo – i to jest rozwiązanie niemądre – obniżamy cenę, albo zwiększamy wartość produktu, tworząc i opowiadając jego historię” – przekonuje Barbara Stern w ”Journal of the Academy of Marketing Science”.
Profesjonalne narracje wspierać też mogą działania firmowych działów HR. Robert McKee, autor m.in. scenariuszy do kultowych seriali “Colombo” i ”Kojak”, dziś prowadzący fenomenalne “Story seminar” dla ludzi biznesu (http://mckeestory.com), wskazuje, że dobry szef nie zmotywuje pracowników do wspólnego wysiłku inaczej, niż tylko uruchamiając ich emocje. A kluczem jest zawsze ciekawa historia. Z historią Steve’a Jobsa, dopracowaną ponoć właśnie przez Roberta McKee’a, zapoznaje się więc każdy czekający na rozmowę kwalifikacyjną w Apple. A ponieważ historia jest niesamowita, to i kolejka chętnych do pracy akurat w tej firmie – długa.
Przykład z rodzimego podwórka: warszawska siedziba ITI ostatnio została wyposażona w tablice glorii spółki. Rok po roku przedstawiono najdrobniejsze zdarzenia, nagrody dla dziennikarzy TVN i TVN24, TVNStyle, trofea zdobywane przez filmy, których ITI było współproducentem, kolejne sukcesy Onetu i spółek Grupy ITI. Monumen-talna “ściana pamięci” buduje opowieść o potędze firmy, która powstała z pasji założycieli.
Skuteczna narracja o osobie, produkcie czy firmie kieruje się ścisłymi regułami. Powinna np. trwać od 30 sekund do 2 minut, operować prostym językiem. Sięgać do zgromadzonej już przez nas wiedzy (jak ikaryjski mit Bransona), łączyć elementy nieprawdopodobne, łamać schematy, powodując emocje, z którymi natychmiast musimy podzielić się z innymi. I przenieść nasze emocje na stronę nadawcy komunikatu, czyniąc z nas mimowolnego zapalczywego fana sprawy, osoby czy firmy, którą będziemy z mocą rekomendować wszystkim wokół. Sztuką jest też takie przygotowanie narracji, aby była wiarygodna i odporna na kontrnarrację, a więc wyśmianie, atak, zneutralizowanie opowieści. Ale podstawowym założeniem jest stwo-rzenie takiej opowieści, wobec której nikt nie może pozostać obojętny.
No comments
6 październik 2009Spotkania branżowe
(( Wiecie, że wczoraj w Katowicach odbyło się spotkanie nt. custom publishingu w Polsce? http://polskipr.pl/komunikaty.php?id=395 Nie dopisała publika, było raptem 12 osób – co za szkoda. Ale też wszystko co się tam wydarzyło pozwala nam głeboko wierzyć, że słusznie zrobiliśmy będąc outsiderami rynku, skupiając się na członkostwie w organizacjach światowych, gdzie know-how jaki posiadamy ceniony jest na równi z ich doświadczeniem. W Katowicach było o prasie firmowej, ale bardziej o modzie na tzw. content marketing, czyli e-magazyny.
Jeden z gości trochę w nonszalancki sposób (zresztą podobno będzie nagranie w youtube
) odnosił się do konkurencji używając przy tym żargonu spod sklepu monopolowego. Kulminacyjnym programem spotkania było jednak pytanie z sali: “Co to jest wlaściwie ten custom?” Odpowiedz głeboko utkwiła w głowie zegranym: “Właściwie to nie wiemy. Szukamy, właściwie jeszcze nie zdefiniowaliśmy”. No comments.
SPF… tyle.
Dajmy szansę drukowi
5 październik 2009To nie rzeczywistość, lecz rozdmuchana medialna bańka szkodzi wydawnictwom tradycyjnym.
Uwielbiam wszystko, co cyfrowe. Zwłaszcza filmy i pliki wideo. Do tego stopnia, że nasza agencja The Magazine Group zmieniła nazwę na TMG. Oferujemy naszym klientom wszelkiego rodzaju nowoczesne formy usług elektronicznych. Ale z drugiej strony, mam już po dziurki w nosie wieszczenia o śmierci magazynów drukowanych. Ta medialna histeria, wbrew temu, co dzieje się w rzeczywistości, szkodzi tradycyjnym publikacjom – zwłaszcza w przypadku wysoce spersonalizowanej prasy firmowej, w której się specjalizujemy. Dowód? Tylko w zeszłym tygodniu skontaktowali się z nami przedstawiciele dwóch firm z listy 1000 największych firm magazynu „Fortune”, które chcą wydawać własny magazyn. Tak się dzieje niemal bez przerwy. Czy ci ludzie fatygują się tylko po to, by zjeść z nami lunch? A może jednak są mądrzejsi od dziennikarzy-fatalistów? Większość z naszych potencjalnych klientów podkreśla, że chcą dotrzeć do swojego odbiorcy z przekazem, którego nie zapewni żadne z mediów wirtualnych. Pragną być postrzegani jako przywódcy ideowi. Oczekują najwyższej jakości reklamy, którą w każdej chwili można pokazać, kładąc ją w trakcie spotkania na stoliku do kawy, i która przez 24 godziny na dobę będzie przypominać ich kontrahentom, z kim mają do czynienia. Z tego co mi wiadomo, Internet tego nie umożliwia – przynajmniej na razie. A może czytaliśmy te same ostatnie badania francuskich psychologów, z których wynika, że konsumenci znacznie lepiej przyswajają informacje w druku niż na monitorze komputera. Wygląda więc na to, że nasz mózg nie został jeszcze przeprogramowany, żeby powiedzieć drukowi „do widzenia”.
Coraz popularniejsze jest podejście do magazynów jak do zajawek w Internecie. Ale odbiorcy w wieku 35 lat i powyżej nadal chcą być zaskakiwani prozą z pogranicza literatury i zapierającymi dech zdjęciami. Preferują produkt namacalny, wręcz miły w dotyku, a przy tym mobilny i dający im pełną kontrolę nad jego zawartością. Zadanie to idealnie spełnia prasa firmowa – docierająca do czekających na nią niecierpliwie czytelników, którzy oczekują wyczerpujących informacji i zaawansowanych dziennikarsko treści, przydatnych im w życiu zawodowym i prywatnym. Kiedy już się nimi zainteresują, chcą odwiedzić dedykowaną danej publikacji stronę internetową, zobaczyć galerię multimediów, wziąć udział w sondzie, zamieścić własny komentarz i zapisać się na listę mailingową. To znakomita sytuacja dla reklamodawców, którzy dublują w ten sposób swój przekaz reklamowy i osiągają lepsze wyniki biznesowe. Ostatnie badania pokazują, że kombinacja magazynu drukowanego i w wersji elektronicznej daje najlepsze efekty, gdyż taki przekaz ma podwójną siłę rażenia. A co z tysiącami stowarzyszeń, których misją jest ciągłe i bezpośrednie edukowanie społeczeństwa w systemie door-to-door? Pozbawienie ich magazynu czy innej formy publikacji tradycyjnej jest pierwszym krokiem na drodze do zamknięcia działalności. Może aktualny produkt nie jest wystarczająco dobry? A może dział sprzedaży nie przeznacza odpowiedniego budżetu, albo nie zapewnia potencjalnym sponsorom właściwego wyboru produktów czy usług? Kapitulacja nie jest żadnym wyjściem. Niedawno byłam świadkiem, jak prezes jednego z takich stowarzyszeń załamywał ręce nad tym, że uległ namowom, przeniósł magazyn drukowany do sieci i w ciągu roku stracił 20 proc. członków. Innym czarnowidzom polecam taki oto przykład. Jeden z naszych klientów usłyszał od swoich przełożonych, że powinien zamknąć szpitalny magazyn, adresowany do pacjentów, ponieważ – nie biorąc pod uwagę żadnych innych czynników – druk i tak jest skazany na wymarcie. Tymczasem, po przeprowadzeniu przez dział rozwoju badań czytelnictwa okazało się, że nie tylko magazyn czytało regularnie 97 proc. odbiorców, a 86 proc. podejmowało na skutek tej lektury określone decyzje, ale 4 proc. czytelników chciało się umawiać na wizytę do lekarzy, o których przeczytali w magazynie. Szefowie poszli więc po rozum do głowy i nie zawiesili druku. Weźmy innego klienta – znany dom mediowy specjalizujący się w komunikacji B2B (wydawnictwa tradycyjne, publikacje elektroniczne, organizacja eventów, e-newslettery). Wydawane przez niego magazyny drukowane zaczęły tracić na znaczeniu, za to sprzedaż w sieci poszybowała w górę. Zamiast jednak drastycznie ciąć nakłady na druk, zainwestowali w zmianę designu i ponowne wprowadzenie magazynu na rynek (relaunch). Zwiększyli format pisma, zdecydowali się na lepszy papier i zwiększyli budżet na rozwiązania graficzne. Wiedzieli bowiem, że bez wysokiej klasy magazynu przestaliby się liczyć w branży.
To, że sprzedaż prasy spada, jest faktem, któremu nikt nie zaprzecza. Ale czy możemy z czystym sumieniem stwierdzić, że winna jest temu wyłącznie niestabilna gospodarka? Czy zamiast spuszczać głowę i wzruszać ramionami, nie powinniśmy zdać sobie wreszcie sprawę, że to nie koniec? Przykład dał Walter Isaacson, który na łamach „Time” napisał, że prasę customową czeka świetlana przyszłość. To prawda, dziennikarze nie umarli i mają się dobrze. Podobnie jak same magazyny. Musimy wszyscy opuścić betonowy schron bombowy i zacząć walczyć o odzyskanie rynku. Czekają na nas doskonałe treści i świetne projekty. Potrzebujemy pospolitego ruszenia, masowego ruchu na kształt „Yes, we can” z kampanii prezydenckiej Baraka Obamy. Czekamy na historie Waszych magazynów, które nie dały się medialnej histerii i przetrwały burzę. Publikujmy je na setkach, tysiącach blogów na całym świecie. A potem usiądźmy w fotelu z kieliszkiem wina i oddajmy się z przyjemnością lekturze ostatniego numeru naszego ulubionego „Vanity Fair”.
Jane Ottenberg




